Impreza pierwsza klasa, organizacja perfekcyjna, żadnych zgrzytów , nawet piasek zamiatano na trasie przejazdu, oznakowanie zagrożeń bardzo dobre.
Wrażenia...
Do końca nie wiadomo było na jakich kółkach jechać, już mieliśmy założone stormy, wychodzimy na rozgrzewkę, a tu asfalt suchy, zmieniamy koła, dojeżdżamy do lini startu, przez kałużę i mokre 2 km, myślę sobie, "trup" ścielić się będzie gęsto.
Stojąc na lini startowej pierwsze zdziwienie, ostatni dojeżdżający zawodnicy ustawiają się metr przed linią startową, a ha,to pewnie Ci co jeżdżą 20 lat, co tam niech mają.
Ruszamy nikt nie leży .....
Ci przed linią startu formują 2 grupy, za nimi moja, "pościgowa", jest cień szansy docisnąć i dojść do nich mimo, że mieli luz na starcie i szybciej się napędzili.
Nagle drugi zawodnik w wężu wywraca się, przez nikogo nie zahaczony, to nas zwalnia przez chwile, pierwsze ostrzeżenie, mokra nawierzchnia, moje MPC tańczą, zero kontroli.
Napędzamy się znów, po chwili na poboczu widzimy parę osób, są mocno poturbowani, wąż zwalnia, krzyczymy do żołnierzy by wezwali pomoc.
Te dwa zdarzenia powodują że z "pościgu" nici, a nasz wąż powiększa się, bo dochodzi do nas 4 grupa, teraz jest nas ze 30 osób.
Jedziemy , dość szarpanym tempem, mało chętnych do pracy.
Na przodzie Basia M. ciągnie, ok. 20 facetów i parę kobiet .
Zaczynają się zakręty i nawroty, jest bardzo niebezpiecznie, mokre łaty,bardzo ślisko.
Powtarza się sytuacja z półmaratonu w Elblągu, czyli wyhamowywania za pomocą pleców poprzedzającego, jestem czujny tym razem nie daje się wypchnąć z trasy.
Kolega łapie żołnierza za kamizelkę robi z nim młynka i szczęśliwie ląduje rolkami na trasie. nie w trawie , ktoś z Maltańczyków leży, "szczęśliwie" w trawie ...
Wracamy znów na główną drogę nadal mokro i ślisko, ale już prosto i do mety niedaleko .
Basia M. nadal ciągnie całość , po drodze zbieramy "maruderów".
Nie wiem ile zostało kilometrów do mety, jestem skupiony na tym by na mokrym się nie wywalić.
Nagle zaczyna się ruch w wężu, to tył się uaktywnia, następują tasowania
Jedziemy z Krzyśkiem lewą stroną , cały wąż prawą.
Nagle wąż schodzi na lewą naszą stronę, jeszcze chwila i będziemy w rowie.
Lekko odpuszczamy, nie są dla nas ważne te 2 sekundy czy lepsze miejsce, chcemy dojechać w całości.
Z za naszych pleców wyskakują Ci "mocni" i cisną do mety, niech jadą, jeżdżą jakieś 20 lat w maratonach więc muszą być wyżej na liście.....
Meta ...... ekipa w całości SUKCES ......
SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA TOMKA , KRZYSIA I CAŁEGO KKSW KRAK
pozdrawiam Wojtek
https://picasaweb.google.com/anabew/Osi ... u7ar-dqaAQ









