Freeride – co przez to słowo rozumiem.

Urban skating (freeride) - podstawy, informacje, filmy, zdjęcia / The basis of inline urban skating, information, photos, videos

Moderatorzy: null, PeterCave, MirekCz

Freeride – co przez to słowo rozumiem.

Postprzez Herb » Wt marca 22, 2011 1:21

„Popełniłem” już kilka tekstów na temat sprzętu do tego, co nazywamy potocznie freeride, ale ani jednego o samej jeździe. Tekst wypadałoby zacząć zdaniem, którym można go równie dobrze zakończyć, bowiem zdanie to jest uniwersalnie prawdziwe:

Odmian freeride jest tyle, ilu jest freeriderów

Właśnie z tej prostej przyczyny, poniższy artykuł nie jest nawet próbą ustalenia definicji freeride. Nie, to by było bez sensu, ponieważ nie da się objąć w sztywne ramy czegoś co stale się zmienia. Każda definicja, która powstała do tej pory jest w równym stopniu prawdziwa, jak i fałszywa (dualizm ten nie jest niczym niezwykłym jeżeli chodzi o jakąkolwiek sferę aktywności ludzkiej – jedynie rzeczy naturalne są uniwersalnie prawdziwe, np. budowa atomu). Dlatego tekst jest jedynie przedstawieniem mojej wizji sportu, który jest bardziej zabawą, niż czymkolwiek na serio.

„Free” oznacza wolność

Przyjrzyj się czytelniku, jak wyglądają różne formy wrotkarstwa. W jeździe szybkiej mamy z góry wyznaczona trasę, tor. Trening polega na ćwiczeniu określonych technik, biciu swoich rekordów. Musisz dostosować się do trasy, nie możesz po prostu pojechać w inna stronę. Istnieją granice, w które jazdę szybka można wpasować. Istnieje presja, ale i potrzeba, by być lepszym, by rywalizować.

Freestyle slalom, dyscyplina „nie-tak-bardzo-free”. Chcesz być w tym dobry, musisz nauczyć się określonych trików, a twoja przestrzeń ograniczona jest do placu i kubków. Tak samo jak w przypadku jazdy szybkiej, nie można wielu elementów „przeskoczyć” czy ominąć, nie jeżeli w tej dziedzinie chce się zajść dalej niż chilloutowe spotkania przy kubkach.

Jazda agresywna – ciągłe poszukiwanie coraz to nowych miejscówek. Sam sprzęt już bardzo ogranicza wolność wyboru, małe kółka to problem jeżeli chodzi o pokonywanie dużych dystansów. Dominuje czas spędzany na rurach i murkach – praktycznie do nich zawężona jest „kreatywna przestrzeń”. Efekt jest dość śmieszny, bo wielu całkiem dobrych wrotkarzy agressive zwyczajnie nie umie ...jeździć.

Wszystkie „zachodnie” wynalazki w stylu rink skating etc. to również stałe, niezmienne otoczenie. Jeździ się w kółko jak po lodowisku, wiele można z tego czerpać radości, ale nie zmienia to faktu że znów jesteśmy w jakiś sposób ograniczeni.

Nawet jazda rekreacyjna najczęściej ogranicza się do gładkiego asfaltu w parku. Dwie godziny jazdy, rolki do bagażnika i po sprawie.

Freeride, to zupełnie inne doświadczenie. To jak wzięcie naprawdę głębokiego oddechu po wypłynięciu na powierzchnię: na początku lekki szok, potem już tylko cudowne uczucie wyzwolenia.

Oczywiście, nie pojeździmy freeride po nieskoszonej łące. Potrzeba nam betonu, tego wybitnie ludzkiego elementu krajobrazu – freeride to nie życie w zgodzie z naturą, to życie w zgodzie z tym co naturze wydziera przestrzeń. Żyjąc w dużym mieście, możliwości do „szaleństw” jest tak wiele, że życia nie starczy by je wszystkie wykorzystać. Każdy skrawek utwardzonej nawierzchni może być dla wrotkarza sceną, każda ławka przeszkodą, każde schody wyzwaniem.

Właśnie schody są świetne do tego, bym mógł przybliżyć co rozumiem mówiąc „freeride”. Wyobraźmy sobie zwyczajne kilka stopni, z podjazdem dla wózków i poręczą. Co według was powinien zrobić prawdziwy freeridowiec?

-zeskoczyć?
-zjechać po schodach tyłem?
-zjechać po schodach przodem?
-zgrindowac poręcz?
-cess slide po schodach?
-zjechać po podjeździe dla wózków?
-ominąć schody objazdem?

Odpowiedź brzmi: nic nie powinien. Może zrobić co mu się żywnie podoba. Jak nie mam danego dnia ochoty na skoki, nie skaczę. Nie czuję presji, nie myślę „nie opanuję porządnie skoków z takim podejściem, nie dam rady na zawodach”. Po pierwsze, nie ma żadnych zawodów we freeride. Bladecross to tor przeszkód, nie freeride. Po drugie, swoją jazdę kształtuję ja. Nie obchodzi mnie że jeden z drugim wymiatają lepiej ode mnie, bo to jak jeżdżę sprawia mi frajdę. Tak więc, czasami ze schodów zeskoczę, innym razem skorzystam z podjazdu, a innym razem usiądę na stopniu i odpocznę, biorąc łyk wody mineralnej. Free = wolność, wolność wyboru.

Wolność nie dotyczy jedynie pokonywania barier. Za każdym razem, gdy jadę w miasto, wybieram inną trasę. Przeważnie odwiedzam moje ulubione punkty, ale nigdy nie mam z góry ustalonego planu. Rzadko kiedy w ogóle jest cel takiej podróży. Jadę, gdzie oczy poniosą, po drodze mijając ciekawe „miejscówki” na których czasami zatrzymuję się i próbuje swoich sił, a czasami po prostu mijam, zapamiętując, z zamiarem powrotu gdy umiejętności będą większe. Np. mam na osiedlu taką poręcz, którą wiem że kiedyś spróbuję zgrindować – jeszcze nie teraz, triki soulowe to dla mnie ciągle nowość, ale rura „kusi”...

Ride

Obiegowa opinia głosi że jazda freeride musi być dynamiczna i szybka. Moim zdaniem równie dobrze może być relaksująca i wyluzowana – taka joga na rolkach. Zakładasz rolki i jedziesz w zgodzie z sobą, reagujesz na sygnały ciała, masz głęboko w nosie resztę świata. Liczysz się Ty, beton, rolki, obecna chwila, którą chcesz wykorzystać. Odrywasz się od problemów, obowiązków – inni uciekają w alkohol, papierosy, narkotyki, seks, pracę, internet, telewizję – ja w rolki.

Nie cierpię jeździć, gdy wiem że mam na to określoną ilość czasu. Lubię wyjść na rolki i wrócić kiedy mam na to ochotę – a zdarzało mi się jeździć od popołudnia do 4 nad ranem. Jeżeli wiem, że mam np. jedynie 4 godziny czasu wolnego, zupełnie nie mam ochoty jeździć.

Adrenalina jak każdy narkotyk, naturalny czy syntetyczny, szybko uzależnia. Czasami energia rozpiera tak, że człowiek czuje potrzebę „wbicia” się jak pocisk w miasto, zrównania się z rytmem życia na ulicach. Przychodzi potrzeba na gwałtowne skręty, dużą szybkość, ryzykowne mijanie przeszkód, skoki. Takie chwile są bezcenne – połączenie radości, euforii, agresji (tak, wyładowana konstruktywnie nie jest niczym złym) gwarantuje że po powrocie do domu i zdjęciu rolek z nóg człowiek czuje się doskonale, mimo kilku godzin wysiłku, a nagle wiele spraw „poukładało się” w głowie. Jazda treningowa, którą „odwala się”, by mieć wyniki w przyszłości, kompletnie mi nie odpowiada.

Sam akt jeżdżenia nie byłby dla mnie tak atrakcyjny, gdyby nie otoczka jaka mu towarzyszy. Kolory miasta, szczególnie nocą, odgłosy ulicy. Mijani ludzie, czasami ich uśmiechy a czasami pochmurne spojrzenia, wychodzące z klubów grupki czy pary „po procentach” których reakcją często jest okrzyk w stylu „ale faza, rolki!”. Przyjazne spojrzenie nieznanego rolkarza spotkanego na trasie. Dawno nie widziani znajomi, których spotyka się podczas ich codziennego biegu gdzieś, po coś, którzy mimo że są spóźnieni, zamienią parę słów. Widok łódek na Wiśle przepływających pod mostem. Rowerzystki i rowerzyści spotykani na plantach, nawet ci niezbyt miło reagujący na wrotkarzy (zawsze „podczepiam się” pod tunel powietrzny takich ;P ). Ich zdziwienie, a niekiedy śmiech czy totalna koncentracja osiągnięta w ułamku sekundy, gdy jadąc obok powiem: „ścigamy się do przejścia”. Czasami się ścigają. Czasami patrzą jak na wariata. Wtedy też jest fajnie.

O to moim zdaniem chodzi we freeride. Express yourself. Baw się otoczeniem – miasto jest twoje, a prawa fizyki przewidywalne przy odrobinie wprawy ;) Jeździj jak chcesz i nie przejmuj się tym, że ktoś Ci powie że on sam, czy ktoś inny robi to lepiej. Niech tacy idą trenować do następnych zawodów, bo tracą na gadaniu bezcenny czas który mogliby poświęcić na opanowanie kolejnego triku czy próbę zejścia kilku sekund w dół z czasem okrążenia. Nie ma dla mnie znaczenia, jak kto jeździ. Ma natomiast znaczenie, czy robi to w zgodzie z samym sobą.
FSK: RB Solo Estilo RG2+liner Salomon STi Vinny Minton 06+RB Fusion 255mm alu+Bones REDS+UC PB Standard
PB: Xsjado Skeleton 2+Kizer Level 2+PS TWINCAM ILQ7+UC PB Team

AGR: RB Fusion+soulplate Solo+liner RB Blank+RB BLANK frame+koła RB RG2 Pro+RB SG7
Herb
Prześcignął Chuck`a...
 
Posty: 735
Dołączył(a): N września 14, 2008 8:11
Lokalizacja: Kraków
Imię i nazwisko: Kamil Ciura
Moje rolki: Turbo-Fusion 84/Solo/Xsjado PB
Jeżdżę od: 8 września 2009

Powrót do Urban skating (freeride) informations, media / jazda po mieście informacje, media

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron