Rollerblade Fusion 84 – pierwsze wrażenia
: ndz marca 06, 2011 10:24
Pierwsze koty za płoty, pojeździłem w nowych Fusion 84 2,5h na sali, i muszę powiedzieć że jestem pod DUŻYM wrażeniem. Ale po kolei 
But, liner, dopasowanie.
Gdy wyciągnąłem te rolki z pudełka i zobaczyłem jak wąskie są w porównaniu z Metro w okolicy kostki pierwsza myśl była „nie wcisnę w to nogi, nie ma takiej opcji”. Mało tego, byłem święcie przekonany, że rolki będę musiał odesłać i zamienić na rozmiar większe (Zico przezornie i tak mi wysłał 44, a nie 43 o który prosiłem – gość wie co robi, konsultacja przy zakupie wysoce wskazana!). Jednak odpiąłem rzep, klamrę, poluzowałem sznurówki: poszło. Ciasno! Ale po 10 minutach but wewnętrzny się w miarę ułożył i przystąpiłem do sznurowania. W przeciwieństwie do Metro, skorupę Fusion da się dobrze zasznurować, oczka sięgają też wyżej – nie mogłem uwierzyć, że pięta może być tak dobrze trzymana w miejscu przez same sznurówki, skorupę i liner. Zastanawiam się nawet, czy nie pozbyć się klamry, bo podczas jazdy z odpiętą, pięta w ogóle mi się nie podnosi – ale to może się zmienić gdy ubije się liner, więc na razie klamra zostaje. Sam liner jest świetnie wykonany, anatomicznie dopasowany do kształtu stopy, a Sifika Chicago z Metro wygląda przy nim jak „adidasy” z bazaru obok prawdziwych Adidas. Czuć i widać że Rollerblade użyli lepszych materiałów.
Po zapięciu klamry, oraz rzepu (super gruby materiał, doświadczenia z rzepami z innych rolek rzućcie w kąt, to inna bajka) poczułem pierwszy raz coś co można nazwać niemal totalną kontrolą nad rolkami. Naprawdę, but trzyma tak dobrze i daje takie wsparcie kostki, że mimo dłuższej szyny i większych kół po raz pierwszy udało mi się zrobić manual na jednym przednim kole, rzecz która w Metro nie chce mi wyjść mimo wielu prób. Jeżdżąc na sali musiałem poluzować górny rzep i klamrę, bo skorupa tak usztywnia kostkę, że niemożliwy był trening jazdy tyłem. Ogólnie rzecz biorąc, nie jeździłem jeszcze w rolkach dających lepsza kontrolę, oraz wsparcie kostki. Żeby nie było różowo, rolki trochę obcierają mnie w kostki od wewnątrz. Jednak mimo 2,5h jazdy bez zdejmowania, nie jest to obtarcie do krwi a lekkie podrażnienie (POZDRAWIAM POSIADACZY SEBA HIGH
), sądzę że problem zniknie gdy liner się bardziej dopasuje do stopy. No i rzecz też ważna – rolki są zauważalnie lżejsze od Metro.
Szyna i koła.
Szyna 255mm to jeden z powodów dla których wybrałem Fusion 84, a nie inne rolki. Nie zawiodłem się. Tak, jest spadek w zwrotności, ale minimalny, gwałtowne skręty nie są zauważalnie trudniejsze, to raczej kwestia przyzwyczajenia się do tego, że trzeba zmniejszyć kąt między szyną z podłożem, w porównaniu do jazdy na szynie 243 mm. Sama jazda to jednak inna bajka – jest stabilniej przy dużych prędkościach – udało mi się nawet dogonić kolegów na kołach 100mm, jednak po 1,5 okrążenia sali pompka dawała znać o sobie – w końcu musiałem przebierać nogami 3x więcej niż oni. Dłuższa szyna sprawia że łatwiej przyłożyć „kopyto”, odepchnięcie jest naprawdę efektywniejsze. Konstrukcja szyny jest prosta jak budowa cepa, ale aluminium jest naprawdę super jakości (z resztą, jak i reszta rolki – no może oprócz tych nieszczęsnych klamer o których wiadomo że lubią się psuć) i nawet na dużej prędkości, wchodząc w zakręty przekładanką, nie czułem by się pode mną uginała (co czułem np. w rekreacyjnych Fila).
Co do kół nie miałem wielkich oczekiwań, ale tu miła niespodzianka: to nie są te same co w X5/3 oraz Twister, ale koła które Rollerblade montują w swoich droższych rolkach fitness – tak, nie są szczytem marzeń na miasto, ale powinny w teorii wytrzymać dłużej, a twardość 84A powoduje że nie „zmulają” jak tanie, miękkie koła. Zobaczymy jak będzie na mieście (docelowo i tak Fusion otrzymają Hyper Concrete), ale po jeździe na sali prawie nie widać na nich śladów jakiegokolwiek zużycia.
Łożyska, miłe zaskoczenie – szybkie, ciche, nie trzeba bawić się z czyszczeniem z gęstego smaru jak w Metro (Rollerblade dają łożyska SG – smar silikonowy).
Ostateczne słowo:
Czy mam ochotę kiedykolwiek wrócić do Metro? Broń Boże! Fusion to klasa wyżej, w tych rolkach niemal każdy element jest lepszej jakości (klamra... sumie w obu modelach podobny problem). Jak na razie, jestem zauroczony Fusion 84. Wiadomo, że wiele rzeczy „wyjdzie w praniu”, nie wiem jeszcze jak ze skokami (na sali sobie za bardzo nie poskakałem, nie lubię tego robić na płaskim – wolę skakać z czegoś lub na coś), nie wiem jeszcze jak będzie ze slide na dłuższych szynach – podłoże na sali uniemożliwiało sprawdzenie – ale podejrzewam że i tak na plus, w końcu to większa stabilność. Nie wiem jeszcze wielu rzeczy o tych rolkach, ale wiem że nie żałuję wcale że wziąłem akurat je, a nie np. NRK.
W tym miejscu chciałbym podziękować Zico, który dał mi możliwość wyboru dowolnego modelu freestyle na niezwykle atrakcyjnych warunkach
za co mu serdecznie dziękuję, bo nie muszę już męczyć się z potworkami Powerslide.
Zdjęcia dodam, jak trochę odpocznę i je zrobię – czyli np. w poniedziałek
Teraz idę spać, mimo wszystko próby nadążenia za rolkarzami na kołach 100/110mm są męczące 
But, liner, dopasowanie.
Gdy wyciągnąłem te rolki z pudełka i zobaczyłem jak wąskie są w porównaniu z Metro w okolicy kostki pierwsza myśl była „nie wcisnę w to nogi, nie ma takiej opcji”. Mało tego, byłem święcie przekonany, że rolki będę musiał odesłać i zamienić na rozmiar większe (Zico przezornie i tak mi wysłał 44, a nie 43 o który prosiłem – gość wie co robi, konsultacja przy zakupie wysoce wskazana!). Jednak odpiąłem rzep, klamrę, poluzowałem sznurówki: poszło. Ciasno! Ale po 10 minutach but wewnętrzny się w miarę ułożył i przystąpiłem do sznurowania. W przeciwieństwie do Metro, skorupę Fusion da się dobrze zasznurować, oczka sięgają też wyżej – nie mogłem uwierzyć, że pięta może być tak dobrze trzymana w miejscu przez same sznurówki, skorupę i liner. Zastanawiam się nawet, czy nie pozbyć się klamry, bo podczas jazdy z odpiętą, pięta w ogóle mi się nie podnosi – ale to może się zmienić gdy ubije się liner, więc na razie klamra zostaje. Sam liner jest świetnie wykonany, anatomicznie dopasowany do kształtu stopy, a Sifika Chicago z Metro wygląda przy nim jak „adidasy” z bazaru obok prawdziwych Adidas. Czuć i widać że Rollerblade użyli lepszych materiałów.
Po zapięciu klamry, oraz rzepu (super gruby materiał, doświadczenia z rzepami z innych rolek rzućcie w kąt, to inna bajka) poczułem pierwszy raz coś co można nazwać niemal totalną kontrolą nad rolkami. Naprawdę, but trzyma tak dobrze i daje takie wsparcie kostki, że mimo dłuższej szyny i większych kół po raz pierwszy udało mi się zrobić manual na jednym przednim kole, rzecz która w Metro nie chce mi wyjść mimo wielu prób. Jeżdżąc na sali musiałem poluzować górny rzep i klamrę, bo skorupa tak usztywnia kostkę, że niemożliwy był trening jazdy tyłem. Ogólnie rzecz biorąc, nie jeździłem jeszcze w rolkach dających lepsza kontrolę, oraz wsparcie kostki. Żeby nie było różowo, rolki trochę obcierają mnie w kostki od wewnątrz. Jednak mimo 2,5h jazdy bez zdejmowania, nie jest to obtarcie do krwi a lekkie podrażnienie (POZDRAWIAM POSIADACZY SEBA HIGH
Szyna i koła.
Szyna 255mm to jeden z powodów dla których wybrałem Fusion 84, a nie inne rolki. Nie zawiodłem się. Tak, jest spadek w zwrotności, ale minimalny, gwałtowne skręty nie są zauważalnie trudniejsze, to raczej kwestia przyzwyczajenia się do tego, że trzeba zmniejszyć kąt między szyną z podłożem, w porównaniu do jazdy na szynie 243 mm. Sama jazda to jednak inna bajka – jest stabilniej przy dużych prędkościach – udało mi się nawet dogonić kolegów na kołach 100mm, jednak po 1,5 okrążenia sali pompka dawała znać o sobie – w końcu musiałem przebierać nogami 3x więcej niż oni. Dłuższa szyna sprawia że łatwiej przyłożyć „kopyto”, odepchnięcie jest naprawdę efektywniejsze. Konstrukcja szyny jest prosta jak budowa cepa, ale aluminium jest naprawdę super jakości (z resztą, jak i reszta rolki – no może oprócz tych nieszczęsnych klamer o których wiadomo że lubią się psuć) i nawet na dużej prędkości, wchodząc w zakręty przekładanką, nie czułem by się pode mną uginała (co czułem np. w rekreacyjnych Fila).
Co do kół nie miałem wielkich oczekiwań, ale tu miła niespodzianka: to nie są te same co w X5/3 oraz Twister, ale koła które Rollerblade montują w swoich droższych rolkach fitness – tak, nie są szczytem marzeń na miasto, ale powinny w teorii wytrzymać dłużej, a twardość 84A powoduje że nie „zmulają” jak tanie, miękkie koła. Zobaczymy jak będzie na mieście (docelowo i tak Fusion otrzymają Hyper Concrete), ale po jeździe na sali prawie nie widać na nich śladów jakiegokolwiek zużycia.
Łożyska, miłe zaskoczenie – szybkie, ciche, nie trzeba bawić się z czyszczeniem z gęstego smaru jak w Metro (Rollerblade dają łożyska SG – smar silikonowy).
Ostateczne słowo:
Czy mam ochotę kiedykolwiek wrócić do Metro? Broń Boże! Fusion to klasa wyżej, w tych rolkach niemal każdy element jest lepszej jakości (klamra... sumie w obu modelach podobny problem). Jak na razie, jestem zauroczony Fusion 84. Wiadomo, że wiele rzeczy „wyjdzie w praniu”, nie wiem jeszcze jak ze skokami (na sali sobie za bardzo nie poskakałem, nie lubię tego robić na płaskim – wolę skakać z czegoś lub na coś), nie wiem jeszcze jak będzie ze slide na dłuższych szynach – podłoże na sali uniemożliwiało sprawdzenie – ale podejrzewam że i tak na plus, w końcu to większa stabilność. Nie wiem jeszcze wielu rzeczy o tych rolkach, ale wiem że nie żałuję wcale że wziąłem akurat je, a nie np. NRK.
W tym miejscu chciałbym podziękować Zico, który dał mi możliwość wyboru dowolnego modelu freestyle na niezwykle atrakcyjnych warunkach
Zdjęcia dodam, jak trochę odpocznę i je zrobię – czyli np. w poniedziałek