ten rok sobie totalnie olałem jeśli chodzi o trening. Jeździłem raz po raz, tak od niechcenia, bez pulsometru, na czuja. Na treningach zauważyłem, że coś w miarę szybko jeżdżę i daję rady przy niektórych osobach, które trenowały cały czas. No i nadszedł czas zawodów:
- sprinty 200 metrów - życiówka i najlepszy czas spośród wszystkich kategorii wiekowych
- 10km Berlin - życiówka poprawiona o grubo półtorej minuty, a był to mój 6 czy 7 start na tej trasie.
- maraton solidarności - życiówka na tej trasy spośród wszystkich edycji, w których startowałem, poprawiłem się o około 4 minuty.
Czy mógł wpłynąć na to tylko i wyłącznie spokój psychiczny (zmieniłem pracę, która czasami mnie niszczyła, jadę już na swoim garnuszku)?
Nie widzę żadnych innych rozsądnych rozwiązań tej sytuacji, pod względem wyników jakże dla mnie wspaniałych - trzeba przyznać
Mieliście podobne przypadki?
Temat również wrzuciłem na forum biegajznami.pl - pewnie mają większe doświadczenie treningowe i psychologiczne - zobaczymy, co odpowiedzą.



