Pozwolę sobie na wypowiedź w tym temacie - przytoczę historyjkę, którą sam przeżyłem.
Było to prawie 2 lata temu, uczyłem się jeździć już trochę czasu i natknąłem się na dziewczynę na rolkach na ul.Belwederskiej w Warszawie (dość łagodny, ale b. długi zjazd w dół, naprawdę się można rozpędzić
Oczywiście nie każdy musi się wybierać na ulice prowadzące w dół, ale nie zawsze wiadomo na co się trafi kiedy się wybierzemy na rolki. A potem w najlepszym razie wyczyniamy jakieś dziwne wygibasy wyglądając naprawdę żenująco pomimo dumy z tego, że "już umiem jeździć bez hamulca". A w najgorszym... To raz.
Dwa, że od T-stopa zniekształciłem sobie dotychczas 3 kółka (nierówne starcie) zjeżdżając z kładki pomiędzy jedną a drugą stroną Pól Mokotowskich. Oczywiście ktoś powie, że za mocne hamowanie, zła technika itp. Ale przy hamulcu takich problemów bym nie miał (jeżdżę bez - czasem zjadę po schodach przodem, czasem pojeżdżę na tylnym kółku itp.). A nawet przy równomiernym zużywaniu kół, to oszczędność w kupowaniu nowych kół (z reguły droższych niż guma do hamulca) to kolejny argument za używaniem hamulca.