wczoraj wlazlam do decathlona kupic sobie koszulke na treningi , a wylazlam z rolkami .
w sklepie wczoraj pierwszy raz w zyciu mialam 8 kolek na nogach, dzisiaj pojezdzilam z godzinke i calkiem spoko(sie znaczy ujdzie) utrzymuje rownowage i z 10 km/h smignac juz potrafie , ale to nieszczesne hamowanie ...raz zakonczone niemalze szpagatem , zas innym razem niemalze mostkiem. wywrotek zadnych nie zaliczylam poza tym. skrecanie mi nie idzie praktycznie wcale, chyba ze mam do dyspozycji z 7 m szerokosci drogi.
trafilam na forum poszukujac porad ad moich problemow i wyczytalam co nalezy . filmiki niestety za cholere nie chca mi sie otworzyc , wiec nie moge naocznie praktyk rolkarskich zaobserwowac i wnioskow dla siebie wyciagnac, ale w sumie nic to , bo chyba najsensowniej jest miec u swojego poczatkujacego boku kogos, kto owe poczatki ma juz opanowane i moze wskazac ewentualne bledy , doradzic i pomoc sie rozwijac.
znajdzie sie jakas litosciwa wroclawska dusza, ktora wezmie mnie pod swoje skrzydla? w rewanzu moge zaprosic na jakiegos browarka , czy tam kawke gdzies na rynek.
pomozecie?
wiem , pewnie jestem niecierpliwa , ale w obliczu tego , ze wydalam na rolki (i oczywiscie utensylia zabezpieczajace cialo) kase przeznaczona na czynsz ,odczuwam gleboka potrzebe szybkiego opanowania podstaw, coby nie siedziec i nie dumac , zem glupia , bo czynsz trza bylo placic , a nie na rolki wydawac , na ktorych i tak nie umiem sie poruszac

