To mój pierwszy post na forum, więc wypada się przedstawić.
Mam na imię Maciej, lat 25 i od dwóch godzin jeżdżę na rolkach. I tyle.
Dziś po zakupieniu pierwszych w życiu łyżworolek, wybrałem się do pobliskigo lasu na crash testy. Nigdy przedtem nie miałem na nogach butów z kólkami, więc zastanawiałem jak szybko sprawdzę twardość nawierzchni swoją kichawą.
Wbrew obawą poszło całkiem znośnie. Dwie godzinki śmigania po szosie i jazdę do przodu mam jako tako opanowaną.
Gorzej ze skręcaniem, które wykonuję po prostu unosząc trochę przód rolki do góry i kładąc ją później trochę pod innym kątem.
Hamowanie to w ogóle magia, bo nie mam wyposażonych buciorów w hamulce, a hamowanie sposobem "T" nie jest wcale takie proste jak na filmach
Miałem ciekawą chwilę kiedy "trochę" zjechałem na bok z szosy. Pewne, złośliwie posadzone drzewo zaczęło zbliżać się do mnie z zawrotną prędkością (około 5 km/h). Właściwie to nie wiedziałem czy zacząć krzyczeć, modlić się, czy śmiać, bo mimo wszystko scena była zabawna. W końcu przykucnąlem i zatrzymałem się chwytając w ręce wszystko co było po drodze (źdźbła, zwierzęta, przejeżdżające samochody itp.
Podsumowując, wrażenia z "jazdy" baaaaardzo pozytywne i obyło się bez większych ofiar.. Bo mniejsze były, owszem.
Pewna bardzo złośliwa żaba, postanowiła zasadzić się na mnie niecnie na środku drogi. Niestety nie spoglądałem akurat pod nogi i tym samym przetestowałem mimowoli swoje rolki pod względem jazdy na powierzchni...mazistej.
Jutro kolejne stracie!
P.S. Z tych gorszych rzeczy, to niestety rolki obcierają mi trochę duże paluchy u stóp. Mam nadzieję, że się wyrobią (rolki, nie paluchy). bo jak nie to lipa. Będzie trzeba palca ciachnąć.
Pozdrawiam!





