Sprawa druga. Sporty ekstremalne to przeważnie świetny biznes dla ich zapaleńców. I nie mówię tutaj o prowadzeniu sklepu internetowego. Chodzi mi o coś, co jest rzeczą oczywistą w przypadku desek i rowerów, a mianowicie małe i średnie lokalne firmy produkujące sprzęt. Na polskim rynku i jak świat szeroki jest zatrzęsienie takich małych biznesów produkujących drobne części, deski, ramy rowerów, kierownice, pedały etc. W przypadku rolek wygląda to tak że jest kilku głównych producentów i na tym koniec. W dodatku niektórzy nie wiadomo po co dzielą produkty na marki, Powerslide ma Kizer, Sifikę, USD, Xsjado, jakby nie mogli wszystkiego produkować pod jednym szyldem - to wprowadza zbędne zamieszanie i niezorientowany odbiorca łudzi się że wspiera x przedsiębiorstw, podczas gdy wszystko idzie do tej samej kasy. Rzadko pojawiają się firmy o mniejszym zasięgu jak Roxa (rolki), Kaltik (szyny ufs), Gyro (koła i szyny), Trust (linery). Jest też trochę marek-satelitów jak np. Nimh (produkujący jeden model zmodyfikowanych Razors). Najlepiej sprawa wygląda w przypadku rolek do jazdy szybkiej, ale i tu mogłoby być lepiej. Niezmiernie dziwne jest to że nie ma praktycznie producentów zamienników części, linerów, szyn (poza jazdą szybką) itd. Nie mówię od razu o produkcji całych rolek, ale najważniejszych ich elementów ulegających zużyciu. To jest chora sytuacja, przez którą byle klamra może kosztować 100zł. Może wynika to z faktu że rolkarze nie dłubią tak bardzo przy swoim sprzęcie.
Sprawa trzecia. Wizerunek rolek - nadal są kojarzone z niedzielną rozrywką, zabawkami dla dzieci, a agresywne z wariatami którzy myślą tylko jak złamać kość. Rolki jako sport nie funkcjonują w zbiorowej świadomości tak jak np. narciarstwo. Przeciętny zjadacz chleba wie, że narty to slalom, skoki, zjazdy, biegi etc. natomiast nie ma pojęcia że nie każde rolki służą do tego samego i że w ogóle ludzie uprawiają ten sport na poziomie profesjonalnym. Mimo że na stoku jest kilka razy w życiu (a i to jest średnia podnoszona przez ludzi którzy jeżdżą w góry jak tylko mają wolna chwilę), a rolkarzy wielu widuje codziennie. Jak w takiej sytuacji jakiekolwiek instytucje mają brać rolkarzy na serio, gdy chodzi o budowę skateparków, torów do jazdy, czy postawienia głupiej wiaty by można było pod nią slalom jeździć gdy pada, o sprawach tak trywialnych jak remont nawierzchni nie wspominając.
Sprawa czwarta. Zawody, a raczej ich organizacja. Podczas gdy na analogiczne imprezy dla deskarzy i rowerzystów przychodzą tłumy ludzi, w przypadku rolek wygląda to jakby było organizowane pokątnie i w tajemnicy. Widownia na nawet większych imprezach jest żałośnie mała, a wyjątki jak zawody slalomu organizowane w Korei czy Francji są zbyt rozproszone. Na zawody jazdy szybkiej, nie przyjeżdżają ekipy telewizyjne, jak już to lokalne, nie zobaczysz transmisji na kablówce, mimo że sport jest bardzo podobny w wielu aspektach do kolarstwa. Nie rozumiem dlaczego ludzie siadają z piwem przed TV i oglądają wyścigi rowerzystów (w dodatku mając przekonanie że 90% z zawodników to bezpłodni lekomani), a nie mieliby oglądać wyścigów rolkarzy.
Punkt piąty i ostatni. Sprzęt i jego rozwój. Ponieważ większość rolek, nazwijmy to wyczynowych, jest produkowana przez duże firmy, nie ma zbyt szybkiego postępu, a czasami przybiera on absurdalne kierunki. Rynek rolek freestyle właściwie na dobre ruszył dopiero gdy powstała firma Seba i rolkarze zaczęli mieć coś do powiedzenia przy projektowaniu tego na czym jeżdżą. Ale i tutaj nie obyło się bez wpadki, oni tez przez kilka lat kurczowo trzymali się wzorca "rolki do wszystkiego". Wiele firm nadal to robi. Imo absurdem jest produkowanie rolek które mają służyć jednocześnie do dynamicznej jazdy freeride, oraz technicznego slalomu. Wychodzi sprzęt który nie spełnia w 100% oczekiwań żadnej grupy. W rolkach do slalomu coś się ruszyło, mamy VC Evo, KSJ i iGor, freeride nie bardzo. Nikt jeszcze nie wpadł że człowiekowi robiącemu kilkadziesiąt km po mieście w międzyczasie skacząc niepotrzebna jest szyna 243mm, bo tej zwrotności nie wykorzystuje, a bardziej przydałaby się lepsza stabilność i niższy balans, oraz łatwiejsze odepchnięcie. Lepsza wentylacja też byłaby mile widziana, bo rolki urban służą często do transportu z punktu A do B. Ja w swoich Metro odwiedzić kogokolwiek nigdy nie pojadę. A może i jakies zredukowane soulplate gdyby się chciało o rurę zahaczyć czy murek. Niska szyna 255mm na koła max 80 mm? Ja bym z chęcią coś takiego zobaczył. Stagnacja w stylu Roces, którzy nie potrafią wprowadzić oczywistych zmian do swojej jedynej rolki freestyle, czy regres w stylu RB którzy pozbywają się szyny 231mm po jednym sezonie, są niepokojące.W jeździe szybkiej sprawa wygląda inaczej, jest sporo firm robiących niemal wyłącznie buty czy szyny, takie które robią tylko koła etc. i postęp jest szybszy. Ale tu wyścig zbrojeń przybrał groteskową postać - standardem stały się rolki na kołach 110 mm mimo że większość zawodników z setkami sobie dobrze nie radzi i ustawienie 1x90 3x100 lub 4x90 byłoby dla nich o wiele lepsze. Dobrze przynajmniej że absurd rolek pięciokołowych to już historia. Jazda agresywna tez nie ma się lepiej. Właściwie największe innowacje od czasów wymyślenia UFS to rolki Xsjado i Deshi Carbon, reszta to odgrzewane kotlety. Czasami trafi się "nowy staroć" na zasadzie "zmieńmy nieco wygląd rolki z lat 90 nikt się nie zorientuje" i voila mamy Valo (M12), USD VII (USD Grycon), RB Solo (nie pamietam nazwy modelu, ale shell niemal ten sam). Nie mówię że ten sprzęt jest zły, ale trzaskanie hurtowo tego samego nie popchnie rolek do przodu.
Tak się prezentują moje przemyślenia na temat rolkarstwa ogólnie. Wiem, pesymistyczna wizja. W dodatku wiele odmian sportu wyginęło, jak np. downhill czy jazda figurowa, a scena innych strasznie się skurczyła. Może nie jest aż tak tragicznie, bo ciągle mamy na czym jeździć, a ludzie ciągle kupują rolki, ale w chwili obecnej nie ma nawet co marzyć by rolki były sportem traktowanym na równi z wieloma innymi. To nadal jest pobocze aktywności fizycznej, coś w rodzaju krykieta czy żużlu, są miejsca na świecie gdzie fascynują się tym wszyscy dookoła, ale to enklawy na oceanie obojętności. Są jeszcze zagadnienia poboczne, jak firmy produkujące ciuchy dla rolkarzy agresywnych, które przez lata nie wypracowały żadnego stylu i ich produkty wyglądają jak kserówki tego co wypuszczają analogi ze świata deski. Czy fakt że coraz częściej lansowany jest wizerunek rolkarza agressive jako imprezowicza z rolkami w ręce, browarem w drugiej, blantem w gębie, w dodatku ubranego jak ofiara pijanego Jacykowa, zamiast człowieka który wkłada w jazdę swoje serce i po prostu ...jeździ.
Chylę czoła przed ludźmi którzy to przeczytali w całości




