Trasa przed jej wybraniem powinna być przed zawodami przetestowana auto-nogicznie przez kilka osób o różnym poziomie umiejętności.
Powinny być ławki na których można dobrze zawiązać sznurówki butów ( była 1 sztuka ławki na ponad 100 osób startujących). Dojazd z miejsca parkowania do miejsca startu powinien być po czystej twardej nawierzchni, a nie jak w Buczyńcu po piacho-żwirze.
Na nawrotach powinny być grube materace, - w "Bublińcu" nie było materacy zabezpieczających i kilka osób ucierpiało wpadając w kolczaste krzaki.
Najlepiej jakby trasa była normalną pętlą, bez szyn tramwajowych, bruku, kostki i innego badziewia, gdzie można się skupić na prawdziwym ściganiu a nie na walce o przeżycie i zaglądaniu co chwilę do Świętego Piotra.
Chyba, że ma to być rodzaj imprezy w stylu robiącego coraz większą furorę "Crashed Ice", dla hardcorowych zawodowych szaleńców w strojach opancerzonych hokeistów, rozgrywanego po nocy, przy ogłuszającej muzyce i niesamowitym dopingu kibiców, półświadomych szaleńców zjeżdżających 4-kami ze stromych, oblodzonych sztucznych stoków z ostrymi zakrętami i wyrzucającymi w górę hopkami. Może by zrobić polskie "Crashed roll" z bilatami dla 100 000 widzów po 100 $ ? Frekwencja zapewniona



